RSS
 

Czemu?

27 gru

Czemu to sobie robię?
Czemu po raz tysięczny jest mi smutno z tego samego powodu?
Czemu kolejny raz żałuję mojej decyzji zamiast w końcu przejść nad tym i ruszyć do przodu?

Wczoraj zebrało mnie na wspomnienia z wiadomego powodu – widziałam się z nim.

I to się robi żałosne, i ja sobie z tego zdaję sprawę.

Ale nie potrafię inaczej..

Z żadnym facetem nigdy nie dogadywałam się w taki sposób.

Nigdy nie mogłam chodzić godzinami po mieście, dzień w dzień, nie nudząc się ani chwilę ani nie obawiając się, że druga strona może czuć się mną znudzona.

Nigdy pomimo rażących różnic pomiędzy mną a kimkolwiek nie zanikały kiedy się widzieliśmy.

Nigdy nie zaprzyjaźniłam się z żadnym innym facetem.

I nigdy nie straciłam tak bliskiego przyjaciela.

I chociaż zawsze wydawało mi się, że to ja ruszę dalej, a właściwie wmawiałam sobie, że już dawno to zrobiłam, to jednak on mnie wyprzedził.

O jakieś stulecie najprawdopodobniej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wspomnienie z wakacji.

03 lis

Patrząc na to jak rzadko tutaj zaglądam i biorąc po uwagę fakt, że zawsze czytając moje bazgroły uśmiecham się i przypominam sobie wiele sytuacji, o których często zdążyłam już zapomnieć (o niektórych stety lub niestety nie da się zapomnieć) – sięgnęłam pamięcią po coś co zdarzyło się już po moim ostatnim wpisie a o czym chciałabym pamiętać!:)

Babski wyjazd do Pragi – cudownego miasta pełnego zakamarków do odkrycia.
Nadeszło leniwe popołudnie podczas którego żadna z nas nie miała najmniejszej ochoty na dalsze zwiedzanie.
Cóż zrobić?
Bez sensu gnić w hostelu.
Za wcześnie na zmarnowanie połowy dnia na piwku w knajpie.
Mimo, że w Pradze najlepsze – od tego są wieczory.
Został spacer w nieznane.
W końcu, idąc przed siebie, przecież musimy gdzieś dotrzeć lub coś jednak zobaczyć.
Wybrałyśmy chyba najlepszą trasę z możliwych.
Siedząc na ławeczce w „parku” po drugiej stronie Wełtawy zaczęło się od kieliszka wina.
Przyznam, że nie wierzyłam własnym oczom widząc mężczyznę zmierzającego w naszym kierunku z tacką, na której znajdowały się trzy kieliszki z winem, zapraszającego nas do winiarni, której jest współwłaścicielem.
Zaryzykowałyśmy i poszłyśmy.
Co to był za wieczór!
Stolik złożony na szybko specjalnie dla nas na chodniku przed lokalem z krat po piwie i desek.
Idealna pogoda.
Darmowe wino.
Jak się okazało – doborowe towarzystwo.
Taniec na środku swoją drogą uroczej, małej ulicy.
Gitara i śpiew.
I to TAKI śpiew.
Muzyka w stylu Franka Sinatry.
Skierowana prosto do mnie.

Niesamowite!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kobiecość.

12 sie
Od „pieprzonej różowej limuzyny” minęło już trochę czasu. 
Licząc mężczyznami – minęły dwie przygody. 
Choć czasu było sporo, wszystko wydarzyło się w obrębie tygodnia. 
Pierwszego żałuję. 
Nie będę udawać, że jest inaczej.
Był słodki, dobrze mi się z nim bawiło. 
Dopóki alkohol nie zaczął znikać powoli z mojej krwi. 
Nagle uderzyło mnie jaki jest młody.
Jak fatalnie tańczy, choć przed chwilą był królem dancefloor’u.
Jak niemęsko się zachowuje i zresztą wygląda. 
I choć obiektywnie przecież bawiłam się świetnie, w ciągu 5 minut stan mojej rzeczywistości obrócił się o 180 st.
I zrozumiałam, że było to złe.
Drugi natomiast jest nieobjaśniony.
Sama nie wiem czy cieszyć się czy płakać.
Stoczyłam wojnę między moją psychiką a fizycznością. 
Tak bardzo mnie wkurzał.
Tak bardzo mnie irytował.
Tak bardzo nie był „mój”.
A tak bardzo chciałam pójść z nim do pokoju, zamknąć drzwi i wyzwolić z siebie zwierzę, które niespodziewanie wyszło z głębi mojej duszy.
Na chwilę obecną wiem, że te przygody są już dla mnie tylko i wyłącznie wspomnieniem.
Zdaję sobie również sprawę, że odkrywam coraz bardziej moją kobiecość.
I jestem pewna, że nabieram coraz to więcej pewności siebie.
Niestety, jestem coraz bardziej świadoma jak ogromnie pragnę miłości i bliskości.
Pragnę docenienia, poczucia atrakcyjności.
Pragnę, by ktoś mnie przytulił i powiedział jak bardzo mu zależy.
Pragnę kontaktu fizycznego, lecz nie czysto!
Zamieniam się w prawdziwą kobietę.
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

The only regret.

04 lip
The only regret I’m leaving in the last year is Pat.
But still – I can’t regret it fully.
And I really think that the next academic year will be THAT year!
The year I’ll discover my destiny.
The year I’ll truly fall in love.
The year I’ll not waste.
I’m looking forward to that!
 
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pieprzona.

11 cze
Sobota w zeszłym tygodniu. 
Pieprzona różowa limuzyna.
Roger.
Albo i Richard.
Tego już się nie dowiem. 
I Artur.. 
Jak się okazuje WŁAŚCICIEL całej firmy. 
Ha, takie mam kontakty!!
Tylko co mi po nich skoro nie mam kurtki a i portfel zaginął?
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

tak

30 maj
Zrobię to. 
Kurwa. 
Zrobię to. 
Z myślą o mojej przyszłości i szczęściu – napiszę to!
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie prozą pisane.

05 maj
„Po prostu, jeżeli ktoś wymyślił dla mnie taką fabułę, to nie może zakończyć jej w tak banalny sposób.
Wierz w swojego scenarzystę.
Uspokój się.” 
(„Zrób mi jakąś krzywdę” J. Żulczyk)
No właśnie. 
Wierzę, że mój scenarzysta wymyśli dla mnie niesamowite, szczęśliwe życie pełne pozytywnych przygód. 
Ostatnio jestem coraz bardziej szalona. 
Robię rzeczy, o których gdyby ktokolwiek kiedykolwiek wcześniej mi powiedział stwierdziłabym, że postradał rozum. 
Że jest niemiłosiernie nieodpowiedzialny.
I wierzę, że jest to dobre. 
Trzeba szaleć teraz, kiedy nie założyło się jeszcze rodziny, kiedy nie ma się na sobie tymczasowo zbyt dużej odpowiedzialności.
Jedyne czego się odrobinę boję to to, czy w końcu nie popełnię jakiegoś dużego błędu. 
Ale chyba po prostu staram się wierzyć w mojego scenarzystę.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zwykła historia wcale nie niezwykłej dziewczyny.

16 kwi

            Patrząc za
okno przez strugi deszczu, a może łez wyobrażam sobie najpiękniejsze historie. Często
smutne i wzruszające, czasami pozytywne. Każda z nich w pewnym momencie ma swój
koniec, wyciągnięty jakby z hollywoodzkiego filmu. Są to momenty, w których
wszystko jest możliwe jak na wyciągnięcie ręki. Bariery znikają. W marzeniach co
prawda nie latam, myśli nie prowadzą do bajecznej krainy czarów, ale umysł
pozwala na naprawdę dużo. Z chęcią kończę niedokończone historie z mojego
życia. Poprawiam błędy, przeżywam te same momenty setki razy za każdym razem
zmieniając bieg wydarzeń, aż w końcu dochodzę do najlepszego wariantu.
Niestety, w prawdziwym świecie nie zdarza mi się wybierać najlepiej za
pierwszym razem. A wehikuły czasu nie istnieją. Dlatego pozostaje mi zamykać
się wieczorami w świecie moich myśli i marzyć, snuć plany i napełniać się
pozytywną energią by sprostać wyzwaniu jakim jest życie dorosłego człowieka,
którego nikt nie poprowadzi już za rękę mówiąc co należy, a czego warto byłoby
unikać. Życie, w którym trzeba podejmować decyzje, od których często może
zależeć wiele innych, istotnych czynników. Dorosłość.

Jest to historia dziewczyny, a może już kobiety, która nie potrafi
odnaleźć własnej drogi. Posiadającej wiele pomysłów i energii, lecz nie
potrafiącej się zdecydować. Ktoś powie – no cóż, jest kobietą, a kobieta
zmienną jest, taka natura. Ale ona wie, doskonale zdaje sobie sprawę, że to nie
jest cecha jej charakteru…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A kiss is not a contract.

08 kwi
Wydawałoby się, że z wiekiem człowiek powinien dorośleć za czym powinna iść dojrzałość. 
Pierwszy kwartał mojej 20-ki póki co przebiega miło, lecz niezbyt dojrzale. 
Nadal czarną dziurą wydaje się być moja przyszłość. 
Wpadłam na pomysł zdawania po raz drugi matury. Tyle, że to już za miesiąc… 
Aktualne studia? Bez wątpienia rzucam. 
Jedyną jasną stroną mojej edukacji stał się francuski.
Życie osobiste?
W końcu się do niego dorwałam. 
Udało mi się je złapać jeszcze zanim do końca odleciało. 
A w poprzednim semestrze balansowało na granicy przepaści.
Tak, poprzednie studia były syzyfową pracą wysysającą radość.
Teraz odzyskałam imprezy i przyjaciół.
Relacje damsko-męskie? 
Zdecydowanie połączyły się u mnie ostatnio z tragiczną głupotą. 
Na szczęście nie tragiczną w skutkach.
Około dwóch miesięcy temu po raz pierwszy w Stolicy poczułam się kobieco i seksownie. 
Wyszłam z kokonu własnych kompleksów. 
Niesamowite uczucie. 
Od razu inne postrzeganie otaczającej mnie rzeczywistości.
Również inne postrzeganie mnie przez otaczającą mnie rzeczywistość.  
Od tamtej pory próbowałam utrzymać ten stan, z większymi lub mniejszymi sukcesami. 
Punkt kulminacyjny nastąpił 4 dni temu.
Cały czas pytam się siebie jak można być tak skrajnie nieodpowiedzialnym?
Tylko, że nie żałuję. 
Po tak ogromnym czasie przerwy od mężczyzn doczekałam się wisienki na torcie. 
Wysoki. 
Przystojny.
Śmiem twierdzić, że długo tak przystojnego to nawet nie poznam. 
Idealne zgranie gustu muzycznego. 
Poza tym, jeżeli mężczyzna twierdzi, że uwielbia Casablancę… Mmm…
Było mi dobrze, szkoda tylko, że nie potrafiłam się zatracić. 
Może w ogóle nie potrafię? 
Długo będę lewitować na wspomnienie tego wieczoru, tej nocy. 
Szkoda również, że nadal nie przeszło mi dziwne zachowanie następnego dnia.
Nie potrafię zachowywać się naturalnie i wszystko psuję. 
Ach, no tak. I szkoda także tego, że było, minęło i pozostają jedynie wspomnienia. 
Drugi raz się to nie powtórzy, ale w końcu 
„A Kiss Is Not A Contract” 
Tak czy siak – lewituję kilometr nad Ziemią. 
I jest mi bardzo dobrze! :)

// As time goes by… <3

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Za rogiem.

05 sty
20-tka czeka już za rogiem.
Wierzę, że czeka z otwartymi ramionami.
I ja ją taką chciałabym przyjąć.
Postaram się. 
Po dwóch dekadach mogę powiedzieć, że trochę różnego rodzaju rzeczy przeżyłam. 
Trochę mnie ominęło. 
Czasem na szczęście, czasem niestety.
W obu przypadkach. :)
Nadal gonię za szczęściem.
W dalszym ciągu nie znam jego definicji. 
Sama sobie ją wymyślam i do tego dążę. 
Wiele rzeczy mnie przytłacza. 
Z jednymi sobie radzę, drugie od dłuższego czasu są moją zmorą. 
Ale w gruncie rzeczy chyba jestem szczęśliwa.
Nie jest to szczęście nieskończone, wiadomo.
Ciągle walczę z kompleksami. 
Ciągle szukam „drugiej połówki” jakkolwiek idiotycznie by to dla mnie teraz nie brzmiało.
Do tego dochodzą na bieżąco inne problemy.
Bogu dzięki niektóre również odchodzą.
Ale póki co doszłam ze sobą do porozumienia:
Na dłuższą chwilę nie mogę się poddawać.
Po dniu płaczu czy załamania musi przyjść dzień uśmiechu i radości z tego co posiadam.
A posiadam!
Twoja Wyjątkowo Mniej Melancholijna i Smutna, Witająca Nowy Rok i Niedługo Żegnająca „naście”,
Ja.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS