RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Dwa lata temu…

10 gru

Dwa lata temu życzyłam sobie beztroski.

Ile z tego wyniosłam?

Jeju, zmieniłam się.
A zarazem jestem tą samą pomiętoloną stroną książki, która próbuje się wyprostować i jakoś ogarnąć.

Dwa lata temu wspominałam wyjazd na wymianę.
Wspominałam małe miłości, zauroczenia.
Wspominałam beztroskę.
Wspominałam uczucia.
Wspominałam nawet zapachy.

Kilka dni, tygodni, miesięcy minęło, a Holandia została w sercu, a życie poszło, jak zawsze, swoją drogą.

Fakt, że teraz tutaj jestem, podczas gdy wybija za jeden czwarta jak zawsze świadczy, że coś się dzieje.
W moim mózgu. W moim sercu. We mnie.

Można mi zazdrościć. Naprawdę!
Radości mam co nie miara.
Wspaniała, kochająca rodzina.
Przyjaciele wokół.
Studia zbliżające się ku końcowi.
Praca, powiedzmy, za rogiem. W każdym razie perspektywy są.

Co w takim razie jest do dupy?

A gdyby tak ktoś powiedział Ci, że utopijne marzenia o kochającym mężu i trójce dzieci, które były tak bardzo odrealnione, teraz oddalają się jeszcze bardziej?
Że chyba raczej nie jajeczkujesz.
Że możesz to zmienić, ale z drugiej strony gwarancji nie ma?
Że to co zawsze wiedziałaś, ale nie przyjmowałaś do wiadomości, może jednak okazać się prawdą?

Nie to, żebym miała kandydata na ojca. Oj, nie. Ale zawsze miałam wizję.

Proszę, nie zamazuj mojej wizji!

/ „Jeśli Bóg istnieje”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Napalone wspomnienia.

15 lis

Chyba jestem w miesięcznej fazie, w której feromony po prostu latają wokół mnie.
Z racji tego przyszło dzisiaj do mnie wspomnienie z wyjazdu.
I jak zawsze, moje ulubione pytanie – A co, gdyby?

Taki fajny wieczór.
Impreza u mnie.
Większą część czasu spędziłam z nim.
Prawie nowo poznanym kolegą.

Na rozmowie.
W ogrodzie.
Ucząc się odrobiny holenderskiego.
Słuchając komplementów na temat mojego głosu i akcentu.
Śmiejąc się.
Na koniec przytulając, choć to podobno do niego nie podobne.

Było tak miło.

I naprawdę sądziłam, że to nie jest tylko takie, koleżeńskie.

Czy się przeliczyłam?
Nie wiem…
Może gdybym mogła wyjść do miasta na dalszą imprezę skończyłoby się to inaczej.
Ale nie, bo czemu by inaczej.

Kilka dni później dowiaduję się, że jest z kimś innym.
Kogo najprawdopodobniej poznał na tamtej dalszej imprezie.
Czy gdybym poszła byłoby inaczej?

Z pewnością już nigdy tak fajnie nie spędziliśmy czasu, zawsze trochę na dystans.

A po tym wspomnieniu przyszło z, za przeproszeniem, dupy strony inne.
Pierwszy dzień w Holandii.
Pamiętam dokładnie jak się czułam.
Ciężko jest to opisać, ale DOKŁADNIE to pamiętam.
Pierwszy spacer po uliczkach obok tymczasowego mieszkania.
Pierwszą wizytę w Albercie Heijnie.
Problemy z kartą.
Zamarzanie w środku miasta i gorącą czekoladę.
Nawet pierwszy gotowy obiad, jego smak i uczucia mi towarzyszące.

To jest tak niesamowicie blisko w tym momencie.
Widzę przejrzyście każdą minutę tego dnia.
Każdy zakręt, każdy niepokój, każdą radość, każde odkrycie.
To jest tak niesamowicie daleko.
Już tydzień… Dwa… Trzy tygodnie później odczucia były inne.
W tym momencie nie do końca je pamiętam.
Do żadnego nie wrócę.
Nigdy nie zamieszkam w TYM tymczasowym mieszkaniu.
Nigdy nie spędzę semestru w TYM akademiku.
Nigdy nie będę spędzać czasu z TYMI ludźmi.
I przede wszystkim – nigdy nie będę na nowo odkrywać TYCH zakątków, przeżywać TYCH uczuć.

A kiedy o nich myślę..
Naprawdę robi mi się cieplutko na sercu.
I naprawdę chciałabym to przeżyć jeszcze raz.
Zmieniając trochę, ale będąc szczęśliwą i beztroską dokładnie tak jak byłam!

Więcej beztroski, Mała!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tu czy tam?

13 cze

Z jednej strony już bardzo chcę.
Przede mną już praktycznie tylko egzaminy – dwa normalne, dwie poprawki.
Pewnie wpadnę jeszcze na jakiegoś grilla i piwko do Noorderplantsoen.
Może z jedna czy dwie imprezy mnie tu jeszcze czekają.
No i Hagę trzeba zwiedzić!
Tak poza tym to już końcówka końcówka.
I stęskniłam się za wszystkimi.
Za rodziną, za ludźmi, za miejscami.
Stąd i tak wszyscy wyjeżdżają prędzej czy później.

Tylko, że ja chyba nie potrzebuję wracać.
Gdyby tak można było na 3 tygodnie i z powrotem.
Na 3 tygodnie potrzebuję bardzo!
Tylko, że tutaj nie ma problemów, dramatów, awanturek.
Przez te kilka miesięcy praktycznie nie musiałam uważać, żeby kogoś nie urazić.
Nie musiałam się przejmować tym, że ktoś stwierdzi, że jestem idiotką, że palnę gafę.
Bo oni są i zaraz znikną.
I wszystko jest tymczasowe, przez co trochę inaczej się żyje.

Ale co ja pieprzę.
Chcę już do Polski.
Stęskniłam się!

Muszę tylko pamiętać, żeby zabrać ze sobą wszystko czego się tu o życiu nauczyłam! <3

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

osom.

03 maj

Aż czuję ochotę pisania po angielsku.
Trochę się do tego już przyzwyczaiłam i przychodzi mi to naturalnie.

Piątek, podwójne urodziny.
Dwa miesiące temu czułabym się szczerze mówiąc chujowo.
Jak zawsze nie doceniałam znajomości, które już posiadałam, pragnąc czegoś więcej.
Chciałam znać ludzi, których nie znałam.

Ale teraz doceniam wszystko.
Jest rewelacyjnie.
Duże słowa, to trzeba przyznać!
Ale tak się teraz czuje.
To jest moje miejsce na Ziemi w tym momencie.
Przeszłam przez fazę uważania na to co robię, co mówię i do kogo.
Teraz mam kolejne dwa miesiące mojego czasu.
Bez standardowych zmartwień życia codziennego, po prostu tu i teraz.

Kocham tu i teraz.

I w dodatku mam wrażenie, że zaczęłam się socjalnie rozwijać.
W końcu umiem rozmawiać z mężczyznami bez zbędnych niedopowiedzeń.
Bez zastanawiania się co myśli, czy wyjdę głupio, czy cokolwiek.
Niby niemożliwe, bo z teorii taka wymiana daje tylko przeżycia seksualne.
A jednak!

W tym momencie chcę być tu i teraz. I jestem!

/ 100% szczęścia z rzeczywistości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Potrzebuję pisać.

10 mar

Coś ostatnio chyba mam taką potrzebę.
Bez zbędnego namysłu, po prostu wyrzucić z siebie myśli.
I po raz kolejny w tej samej nucie.

Tak więc postanowione.
Do Polski wrócę jako nowa ja.
Mam dosyć rozmyślania jak to fajnie by było być szczupłą, wysportowaną, zorganizowaną, nie bojącą się wyzwań.
Pora po prostu się nią stać i zobaczyć jak to jest.
Dzisiaj mieliśmy tu prawdziwy pierwszy dzień wiosny.
Słonecznie, ciepło i pięknie.
I w dodatku niedziela.
Idealniej być nie mogło!
Taka pogoda dodaje skrzydeł!

Tak więc jak stanę się nową, ulepszoną sobą?

Pomysłów jest dużo.
Z niektórych rzeczy wiem, że nie jestem w stanie zrezygnować, ale wiele jestem w stanie polepszyć.
Zobaczmy jak wygląda moja lista na ten moment:

1. SPORT! Co dwa dni daj się skusić tej tak skrzętnie odrzucanej przez tak długo Chodakowskiej. Umawiaj się na badmintona i squash’a kiedy tylko możesz, w końcu już zapłaciłaś za członkostwo. Pamiętaj, że zapisałaś się na kurs Zumby! I jak jakimś cudem będzie Ci za mało, pamiętając, że i tak już wszędzie jeździsz na rowerze – możesz zawsze włożyć słuchawki do uszu, przebrać się w ulubione dresy i pobiegać!

2. DIETA. Nie oszukujmy się aż tak, może sport wypali, ale diecie mówimy stanowcze nie. Już od dawna wiem, że to złe podejście. Nie nastawiam się na walkę, walka męczy. Chcę się zmienić, a nie walczyć. Małymi kroczkami – małe modyfikacje. Bo czy tak naprawdę, nie licząc ogromnych pokładów lenistwa, nie wolę zjeść tej sałatki owocowej niż czekolady? I pamiętaj – w razie desperacji zawsze miej przy sobie truskawki! Im nie mówi się nie NIGDY!

3. REZYGNACJA. Przyjdzie. Bo nie widać efektów, bo za długo to trwa, bo jest smutno i źle i ogólnie wszystko do dupy. I nie, nie siadasz wtedy na kanapie patrząc smutno na ścianę i ręką bezwładnie szukając słonej przekąski. Wiesz co robisz? Myślisz nad pozytywnymi rzeczami – że jest ładna pogoda, że spełniasz swoje odwieczne marzenie bycia na Erasmusie, że czeka na Twój powrót mnóstwo ukochanych osób, że nieważne co teraz, ważne na co pracujesz. A w tle leci kojąca muzyka. Ona zawsze pomaga.

4. NAUKA. Może trochę więcej czasu w bibliotece? A jak wyjdzie słońce od czego jest park? Ucz się i czerp z tego przyjemność. A jak nie możesz się skupić to weź zadzwoń do kogoś i umów się na wspólną mobilizację!

5. ROZUM. Nauka nauką, sport i sylwetka sportem i sylwetką. Pamiętam, że wspomniałam komuś kiedyś, że chciałabym być człowiekiem renesansu. Mieć pojęcie na temat każdej dziedziny nauki, wiadomo – nie chodzi tutaj o bycie geniuszem w tych dziedzinach, po prostu czuję, że do wielu rzeczy w trakcie mojej edukacji podeszłam zbyt lekko i teraz nie wiem o nich tyle, ile powinnam żeby czuć się usatysfakcjonowana. W miarę upływającego czasu, zamiast polepszyć moją sytuację stałam się ignorantką. Idąc dalej zaprzestałam nawet czytać książek, które kiedyś kształtowały spokojnie połowę mojego życia. Może nie tak zupełnie, owszem – podejmowałam próby, ale jakoś nic nie mogło mnie zaciekawić. Także może człowiekiem oświeconym nie zostanę, ale chyba pora przypomnieć sobie jaką przyjemnością jest siedzenie przy książce, popijając poranną kawę, czy też gorącą herbatę pod kocykiem w zimniejszy wieczór!

6. DUSZA. Kolejny zapomniany element. A właściwie bardzo nieuporządkowany element. Trzeba zacząć porządkować. Może warto sprawdzić czy dorosłam do powrotu do wiary? A jeżeli nie – co sprawi żebym poczuła wewnętrzny spokój?

7.  I TAK NAPRAWDĘ PO PROSTU NIE ZAPOMINAJ, ŻEBY CIESZYĆ SIĘ Z ŻYCIA!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wszystko i nic.

08 mar

Ojej, ojej.
Znowu się rozleniwiłam.
Od tygodnia przecudownie prokrastynuję w pięknej Holandii.
Napisałam egzamin i od momentu, w którym z niego wyszłam – nie kiwnęłam palcem.
A czas ucieka i trzeba znowu się sprężyć i zacząć ogarniać życie!

Co się wydarzyło?
W końcu się urządziłam, przyjechała kanapa i mój pokój osiągnął stan funkcjonalności połączonej z przyjemnym wyglądem.
Z rzeczy nowych spróbowałam Bubble Football’u, co uważam za bardzo przyjemne doświadczenie, którego z drugiej strony jednak nie planuję powtórzyć.
Zagrałam w Pub Quiz’ie, wzięłam udział we włoskim obiedzie – wszystko organizowane przez ESN.
Uczę się też francuskiego, w zamian za co próbuję przekazać trochę mojej wiedzy na temat polskiego.
I niestety okazuje się, że jako „native” nie znam absolutnie ŻADNYCH zasad, które rządzą naszą mową…
Nie mniej jednak bardzo lubię te spotkania, siedzimy sobie przy kawie i staramy się nauczyć czegokolwiek.
A przy okazji rozmowa nie jest wymuszona, dobrze nas dobrano.
Tylko moja intuicja cichutko krzyczy gdzieś z tyłu głowy, że może aż za dobrze. Przynajmniej nie z mojej strony patrząc..
Ale cóż – pożyjemy, zobaczymy! Może niepotrzebnie się martwię – intuicja to tylko intuicja.
Oczywiście – trochę imprez też minęło.
Tydzień temu coś dziwnego się stało.
Ja, on, mój pokój.
Absolutnie się nie spodziewałam takiego obrotu spraw tego wieczoru.
No i cóż – popisałam się subtelnością pijanej panikary.
I tego jednego zdania nadal nie jestem w stanie zrozumieć.
Czemu, czemu, czemu?
Naprawdę muszę się nauczyć powstrzymywać przed alkoholowym mówieniem tego co akurat szczerze myślę.
Z drugiej strony przynajmniej teraz wiem już, co trzeba powiedzieć, żeby ktoś dobrowolnie wyszedł od Ciebie w przeciągu około 2 minut.
Szkolę się chyba w złym kierunku…

A teraz słucham Beatles’ów i zastanawiam się jak rozplanować sobie kolejny tydzień mojego życia na obczyźnie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowy świat = nowe życie?

16 lut

Dużo, duużo, duuużo zmian!

Minęły 3 tygodnie mojego wyjazdu. Zmieniłam kraj zamieszkania, wyjechałam zupełnie sama do zupełnie nieznanego mi miejsca. Przyszedł czas  na nowości.

Jestem na uczelni, której dumą jest 400-letni staż oraz pobyt na liście setki najlepszych uczelni na świecie.  Wymagania są, już widzę różnicę.  Nie ma opierdzielania się, uczenia się tuż przed sesją, robienia wszystkiego na ostatnią chwilę. Minęły dopiero 2 tygodnie semestru, a ja już siedzę po uszy w książkach.

Pierwszy raz w moim życiu mieszkam w akademiku.  Mimo że płacę za niego mniej więcej tyle ile zapłaciłabym w stolicy za piękne, dwupokojowe mieszkanie – warunki nie powalają. Ale przynajmniej stypendium pokrywa większość tych kosztów i jest to pewnego rodzaju nowe doświadczenie.  Już nawet przemogłam się i zdarza mi się wyjść do kuchni w dresach i bez makijażu, a to naprawdę coś! Chociaż raczej postaram się ograniczyć takie sytuacje do minimum.

Poznaje ludzi z całego świata! Od Meksyku, przez Portugalię, Francję, Danię, kończąc na Tajwanie. Istniejące dotychczas w mojej głowie opinie i stereotypy powoli zaczynają się zacierać. Oczywiście, nie to żebym znowu miała ich tak dużo!

Oprócz natłoku nauki jest to również okazja do zabawy! Erasmus w końcu zobowiązuje! Życie nocne.. Piękne! Małe miasto w piątkowe wieczory odkrywa przed studentami miliony możliwości. Jest tutaj zwyczaj zostawiania swoich rzeczy w jednym miejscu, a później tak naprawdę tzw. „pub crawlingu”. Jeden klub to zdecydowanie za mało na jedną noc! Wystarczy tak naprawdę, że jakaś piosenka Ci się nie spodoba i swobodnie przechodzisz te 2 metry do kolejnego klubu!

W ramach sportu wyznaję nienawiść do rowerów, co do których korzystania jestem zmuszana przez panujące zwyczaje. Komunikacja miejska jest wystarczająco rzadka i droga, żeby z łatwością przekonać do zakupu własnego roweru.  Ale przynajmniej trochę się ruszam.

I przy okazji ruszania się zaczęłam się zastanawiać czy nie spróbować nabrać jakichś nowych, pozytywnych nawyków tutaj? W nowym miejscu można tak jakby wszystko od nowa zacząć. Już i tak staję się coraz bardziej zorganizowana – bo tego wymaga sytuacja. Już i tak zaczęłam jeździć na rowerze – bo tego wymaga sytuacja. To czemu nie dorzucić do tego np. gry w squasha, ćwiczeń z Chodakowską dwa razy w tygodniu, i zajadania się warzywami na obiad?

A gdyby tak.. Cały pobyt na Erasmusie zadedykować nie 5-miesięcznej zabawie, a 5-miesięcznej pracy nad tym, żeby po powrocie do ukochanej Polski moje życie i nastawienie się zmieniło?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Złudne wspomnienia

06 wrz

Moja pamięć płata mi figle.

Siedząc wczoraj z przyjaciółkami w kawiarni zdziwiłam się słysząc że w sumie to nie wspominają zeszłorocznego wyjazdu za dobrze. Dużo się kłóciłyśmy, nie było atmosfery.
Osobiście kiedy myślę o tym wyjeździe uśmiecham się. Wiem, że klocilysmy się sporo i w zasadzie wrócilysmy poklocone ale to co tak naprawdę pamiętam to to jakie piękne miasto zwiedzilysmy, ile radości dało nam rzucanie się wodą i jak przyjemnie tańczylo sie na środku małej, słodkiej praskiej uliczki w doborowym towarzystwie.

Robię porządki w szafkach. Doszłam do takich które porządkowałam niedawno – chyba rok temu, maksymalnie dwa. Co w nich znajduję? Spodziewane zeszyty z francuskim i już mniej spodziewane maturalne testy z fizyki. Matematykę dawno temu wyrzucilam – dlaczego zostawiłam te? Nie pamiętam tego.
Ale co to za problem? Wyrzucę teraz.
Otóż nie jest to takie proste. Wyrzucając test po teście robi mi się coraz smutniej. Jakbym wyrzucala… Swoje ambicje? Te niespelnione. Te, których już nie spelnie. I zaczynam się zastanawiać.

Czemu właściwie odeszłam z elektroniki? Byli fajni ludzie, może nie miałam życia towarzyskiego ale jeżeli o ambicje chodzi byłam u wyżyn. Może to by mi nie wyszło i tamto ale w sumie dalabym radę. Cudowne czasy!
STOP! Przecież to nie było tak. Ile rady się płakało, ile razy przyszła myśl że jestem głupia i do niczego się nie nadaje, ile życia mnie ominęło za którym tak bardzo tesknilam, jak bardzo uśmiech z mojej twarzy zniknął…

Czemu muszę się wysilic żeby przypomnieć sobie jak coś wyglądało naprawdę? Mózgu, nie rób mi tego, proszę!

[miało ulżyć a nadal smutek rośnie test po teście...]

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ogarnięcie, proszę.

31 lip

Nie wiem co się dzieje.
Zdołałam ogarnąć siebie pod względem mężczyzn – tych co byli i tych, których gdzieś obok mnie brakuje.
Ale mam wrażenie, że nie radzę sobie z niczym innym.
Żyję, oczywiście.
Wychodzę, spotykam się z ludźmi, czasem posprzątam, czasem coś ugotuję.
Tylko, że tyle rzeczy chciałabym zrobić.
Nie licząc już dziesiątek czynności, które wykonam na ostatnią chwilę wiedząc, że muszę.
Tak bardzo nie mogę się zmobilizować.

Chciałabym ćwiczyć – ale trzeba wyjść i dojść na ten fitness.
Przed tym jeszcze makijaż nawet lekki by się przydał.
A w sumie i tak pewnie nie będę chodzić  regularnie więc po co w ogóle.

Chciałabym jeść zdrowo i sobie gotować – ale teraz jestem w domu, obiad jest więc nie będę przecież robić sobie czegoś innego specjalnie dla siebie, dietetycznie.
W Warszawie też znajdą się wymówki.
Poza tym jest ktoś kto wierzy, że po dniu czy tygodniu się nie złamię?
I poza tym i tak w weekend pójdę na imprezę, napiję się i wszystko pójdzie na marne.
Mogę zawsze się nie napić – tydzień, dwa..?
A co dalej?
Trzy, cztery?
Co potem?
Potem w końcu i tak się napiję i wrócę do starego trybu imprez.
Więc po co zaczynać?

Chciałabym wrócić do czytania książek – ale czy nie łatwiej jest obejrzeć film czy odcinek serialu?
Uwielbiam książki, kiedyś pochłaniałam je tonami, teraz jednak sprawia to problem.
Czemu?
Tego akurat nie jestem w stanie do końca wytłumaczyć.
Lenistwo?
Masochizm?

Dziwnie wygląda tutaj słowo masochizm – ale czasami naprawdę się nad tym zastanawiam.
Ja sobie po prostu robię źle.
Zamiast spędzać czas tak jak chcę wiedząc, że sprawi mi to radość na dłużej – odpoczywam nie robiąc nic.
I odpoczywam po nic nierobieniu (bo w końcu wakacje).
Zamiast położyć się spać o ludzkiej porze i w końcu wstać uśmiechnięta i wyspana – siedzę przed komputerem.
A ja już wcale nie chcę tu siedzieć.

Dobranoc.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przegrana przeszłość ;)

04 maj

No proszę – kilka miesięcy minęło a ja ruszyłam o te sto lat do przodu.
Raz na zawsze przeszłam nad tą częścią mojej przeszłości.
Zabawne, że piszę to akurat dzisiaj.
Jego urodziny.

W ramach pójścia o sto lat do przodu oprócz zwycięstw z przeszłością zbyt dużo się nie zmienia.
W końcu udało mi się zakotwiczyć na jednej uczelni, na jednym kierunku.
Pierwsza sesja za mną, druga już powoli się rozkręca.
A ja chociaż ostatnio bardzo pesymistycznie podchodzę do niemal wszystkiego zaczynam dostrzegać cień nadziei na moją przyszłość zawodową.
Z odrobiną szczęścia, kreatywności i sprytu może uda mi się uniknąć korporacji?
Zobaczymy. Póki co w środę rozmowa o staż PR-owy w małej, słodkiej, warszawskiej kawiarence!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS